Aktualności

Robert Hojda. Wrażliwiec o niezwykłym poczuciu humoru.

Wnuk Kozaka, motocyklista, wolny duch, wielbiciel motocykli Harley Davidson i mustangów – tych z rozwianą grzywą. Człowiek elektron – ciągle musi być w ruchu. Dla niego doba ma chyba 48 godzin, bo choć sam mówi o sobie skromnie „chłopak z ulicy”, to pracą i dobrem przenosi góry. Gasi ludzkie pożary, choć czasem przez zaciśnięte zęby. Edukuje, rozmawia, wyplata chały, z nabożnym szacunkiem i ogromnym ciepłem mówi o Powstańcach Warszawskich.

Robert Hojda – założyciel fundacji Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych (KORD) pomysłodawca Tour de Konstytucja, w rozmowie z Magdą Topińską.

Jak się narodził Tour de Konstytucja?

– Przyglądając się dużym demonstracjom w wielkich miastach, a szczególnie w Warszawie, w której się wychowałem i w której mieszkam, zauważałem jak były duże i jak bardzo ważne. To były początki KOD-u i wielotysięcznych marszy. Z upływem czasu, bo nie od razu, zacząłem przyglądać się ludziom, którzy przyjeżdżali na te manifestacje z mniejszych miejscowości. Patrząc po transparentach z nazwami miejsc pochodzenia, czy słuchając rozmów, zacząłem się zastanawiać jak ci ludzie sobie radzą. My Warszawiacy po skończonym marszu wracamy do swoich domów, otrzepujemy się z kurzu. Oni [przyjezdni – przyp. red], muszą jeszcze wrócić. Byłem pod wrażeniem determinacji tych ludzi i wtedy zaczął we mnie kiełkować pomysł na odwrócenie sytuacji. Zajęcie się mniejszymi aglomeracjami. Później, uczestnicząc w ruchach demokratycznych, ale i sam je tworząc miałem w głowie cały czas myśl, że trzeba dotrzeć to miejscowości, w których ludzie toczą swoją walkę, poza światłem jupiterów. Jednocześnie przyglądając się po cichu partiom politycznym zauważyłem, że szczególnie PiS stara się wykorzystać tę niezagospodarowaną, zapomnianą część Polski, szukając w niej elektoratu. I do tej pory są tam obecni. Z tym, że partie robią to dla chęci politycznego zysku, można powiedzieć, że prowadzą tam biznes, w którym walutą są głosy.

Twój cel był, jak rozumiem inny?

-Mój cel był zupełnie inny. Zależało mi i zależy na wyedukowanym społeczeństwie obywatelskim. Bardzo prosto to wyjaśnić. Kiedy nadszedł rok 1989, rok przemiany ustrojowej i upadku komuny, wielu z nas było niezwykle szczęśliwych. Nastąpił wzrost gospodarczy, rozwijało się szkolnictwo. Niestety zachłysnęliśmy się tą nowo zdobytą wolnością, zachłysnęliśmy się demokracją i wydawało nam się, że są nam dane na zawsze. Zupełnie zapomnieliśmy w tym o edukacji obywatelskiej. Nie mówię tu o edukacji w ogóle, ale o przekazywaniu wiedzy czym jest demokracja i prawa obywatelskie i dlaczego są one tak bardzo ważne i dlaczego należy i trzeba o nie dbać.

Teraz mam za sobą doświadczenie organizacji kongresów i prowadzenia fundacji Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych i widzę bardzo wyraźnie jak ważna i potrzebna jest świadomość , że nic nie jest nam dane raz na zawsze. Na początku zorganizowałem trzy kongresy, na które przyjechali ludzie z różnych regionów Polski. Wtedy się okazało, że w kraju rozsianych jest mnóstwo grupek prodemokratycznych, działających w przestrzeni obywatelskiej. Każde z tych spotkań było tematyczne, na każdym rozmawialiśmy o tym jak przygotować się do nadchodzących wydarzeń – np. wyborów do europarlamentu. Wtedy też nawiązały się cenne współprace. Na tych spotkaniach zawsze byli z nami sędziowie, samorządowcy, między innymi prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, przedstawiciele starej Solidarności, a także ludzie „prosto z ulicy”. Pokazało to nam wszystkim, że bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, pochodzenie, każdy z nas jest potrzebny. Każdy.

W kwietniu 2020 miał się odbyć kolejny kongres, pod patronatem ówczesnego RPO Adama Bodnara. Niestety przyszedł covid i plan upadł. Pierwsze miesiące to byłą stagnacja, lockdowny i kolejne miesiące czekania w nadziei, że pandemia wkrótce się skończy.

Już wcześniej starałem się o fundusze norweskie do realizacji projektu MOPI-Bus czyli Mobilny Obywatelski Punkt Informacyjny. Chciałem kupić busa z pełnym wyposażeniem po to, żeby jeździć po Polsce i rozmawiać o tym czym jest demokracja i dlaczego jest nam tak potrzebna. W tym miały być również spotkania z politykami, w ramach projektu „Ambasada Obywatelska”. Projekt został wstępnie zatwierdzony przez polityków partii opozycji parlamentarnej. Miało być to przygotowanie do tego jak ich rozliczać po wyborach, kiedy tracą zainteresowanie nami, zwykłymi obywatelami. Niestety projekt został uznany za polityczny, a nie obywatelski i nie udało mi się wtedy pozyskać na niego dotacji z funduszy norweskich.

Z uporem maniaka dążyłem jednak do tego, żeby wyjechać w Polskę z taką edukacyjną misją, szczególnie, że partie polityczne się do tego nie kwapią. Politycy powinni być z nami cały czas, słuchać, rozmawiać, zaznaczać swoją obecność. Tymczasem pojawiają się głównie przed wyborami, kiedy mają z tego korzyść. Tak nie powinno być. Przecież poseł to wysłannik, posłaniec, który ma nas reprezentować. Jak ma reprezentować nas, kiedy nie wie co nas boli i czego nam potrzeba? Nie ma płaszczyzny porozumienia, bo nie może jej być w takiej sytuacji.

Pomyślałem, że w taką podróż trzeba ruszyć i że jej głównym tematem powinna być Konstytucja, która nas łączy, dotyczy każdego z nas i o której się dużo mówi. Konstytucja, którą politycy wykorzystują, niestety jako narzędzie do dzielenia, bo podzielonym społeczeństwem łatwiej się steruje. Tymczasem Konstytucja omija barwy polityczne, jej zapisy dotyczą każdego, dosłownie każdego obywatela, mają rozwiązanie niemal każdego problemu jaki może nękać nas, jako społeczeństwo. Konstytucja, która z założenia jest apolityczna, choć partie chciałyby widzieć ją inaczej.

Założeniem było stworzenie czegoś co przyciągnie nie tylko zdecydowanych, ale da do myślenia niezdecydowanym, a może nawet przekona tych nastawionych niekoniecznie pozytywnie.

Potrzebne było tylko wymyślenie narracji i sposobu przekazu. Wtedy miałem założenie, że porozmawiam ze wszystkimi, którzy zechcą się zaangażować, że przygotuję pięć kolejnych etapów. Jednak traktowałem to jak egzamin dla nas. Nie dla siebie, ale dla nas. Założyłem zatem, że jeżeli to nie wyjdzie to znaczy, że nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo na taki projekt.

W razie oblania tego egzaminu byłem bliski podjęcia decyzji o zamknięciu fundacji KORD.

Egzamin został zdany celująco. Wiedziałem już, że są ludzie, którzy chcą współpracować, z którymi możemy budować coś pozytywnego i ważnego. W dużym skrócie takie były początki Tour de Konstytucja.

Czy Polki i Polacy dobrze znają swoją Konstytucję?

– Nie. Nie znają jej wcale, lub w bardzo ograniczonym zakresie. Wydaje się, że obrońcy demokracji powinni mieć wiedzę na temat zapisów Konstytucji większą. Jednak byłbym nie fair, gdybym nie wspomniał tu o własnych niedociągnięciach.

Dlatego bardzo mi zależy, żeby na każdym przystanku Touru mieć swoją chwilę przy mikrofonie, na początku, kiedy wszyscy są najbardziej skupieni. Tu powtórzę to o czym wspominałem wcześniej. Konstytucję politycy potraktowali jak oręż. Jak miecz do zadawania razów. Wykorzystywali i wykorzystują ją w dalszym ciągu do swoich celów. Nie ma w tym nic z tego jak powinniśmy postrzegać naszą Ustawę Zasadniczą – jako nasze prawa, ale i nasze, jako obywateli, obowiązki wobec kraju, w którym mieszkamy. Konstytucja posłużyła politykom do podzielenia, do wykopania głębokich rowów. Zależy im na tym, żebyśmy mieli niską świadomość obywatelską i byli podzieleni, bo takim społeczeństwem łatwiej się rządzi. Nie mieliby takiej możliwości, gdyby nauka o Konstytucji była elementem lekcji historii, języka polskiego, WOS. Nie mieliby jej, gdybyśmy my, jako społeczeństwo znali swoją Konstytucję i potrafili się na niej oprzeć w kwestii, przede wszystkim swoich praw. Tymczasem politycy pokazali jak wiele zła można wyrządzić za pomocą Konstytucji. Jakim groźnym może być ona narzędziem. Dlatego my jako fundacja Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, wraz z projektem Tour de Konstytucja i wszystkimi zaangażowanymi w demokrację, pokazujemy jak jest ona ważna, dobra i potrzebna. Mówimy ludziom, że o Konstytucji trzeba rozmawiać, również, a nawet szczególnie z tymi, z którymi dzielą nas poglądy polityczne. Nauczmy się rozmawiać i nauczmy się słuchać.

Dlatego też w kolejnej edycji nieco zwolnimy tempo po to, żeby poświęcić więcej czasu tym, którzy chcą nas zaprosić i wziąć udział w naszych spotkaniach. Chcemy dać czas na opowiedzenie o lokalnych sprawach, na podzielenie się i radościami i troskami.

Robert z dziewczyną w kaszubskim stroju. Przystanek w Kartuzach lipiec 2021
fot. Magda Topińska

To pierwsza tego typu „demokratyczna inicjatywa objazdowa”. Czy zawsze i wszędzie spotykacie się tylko z ciepłym przyjęciem?

– O tak, spotykaliśmy się zawsze z ciepłym przyjęciem przez organizatorów. Natomiast bywały sytuacji, w których zdarzały się momenty krytyczne. Nie było ich wiele, ale były. Nie podam tu nazwy miejscowości, celowo. Zdarzył nam się przystanek, na którym byłą bardzo duża agresja ze strony mieszkańców. Prosiłem bardzo, żeby nie wchodzić z napastnikami w żadne słowne utarczki, bo brałem to na siebie. Podchodziłem do każdej z osób antagonistycznie nastawionych, starałem się z nimi spokojnie rozmawiać, ale też wysłuchać ich argumentów. Tam doszło do sytuacji, w której niemal w ostatniej chwili musiałem wejść między dwóch panów, bo doszłoby do rękoczynów między członkiem naszej, lokalnej ekipy, a jednym z nastawionych wrogo mężczyzn z publiczności. Tam też, na tym konkretnym przystanku nie było policji. Jako organizator nie miałem wtedy możliwości wezwania ich na pomoc, bo fizycznie ich nie było. Policjanci stali schowani gdzieś, za bramą.

Była też sytuacja w której napadnięty, na szczęście tylko słownie, został Igor Tuleya. Bardzo agresywnie. Przyznam, że nie należę do spokojnych chłopaków, wychowałem się na ulicy, ale tu zmobilizowało mnie to, że działam dla sprawy, nie mogę dać się sprowokować, muszę zacisnąć zęby i zachować spokój. Niektórzy byli doprowadzani do białej gorączki. To przecież takie bardzo ludzkie, że kiedy ktoś nas atakuje mamy chęć odpowiedzieć również atakiem lub obroną. Jednak musimy nad tym instynktem czasem zapanować, dla dobra sprawy.

Tak, były sytuacje trudne i bardzo trudne, ale muszę powiedzieć, że nie było ich aż tak dużo jak się spodziewałem. Szczerze myślałem, że będzie ich o wiele więcej.

Biorąc udział w przystankach zawsze staram się, często nawet w trakcie mojego wstępu przy mikrofonie, wyłapywać z tłumu osoby potencjalnie agresywne, czy nieprzyjaźnie nastawione. I staram się je zapraszać wtedy do dyskusji. To dobre narzędzie, które wytrąca oręż z ręki, sprawia, że ciśnienie spada i nagle okazuje się, że możemy i umiemy ze sobą rozmawiać również o tym co nas dzieli lub co, po prostu inaczej postrzegamy. Nagle się okazało, że ci potencjalni antagoniści zadają świetne pytania. Potem, że przyjmują Konstytucję i że zostają z nami do samego końca.

Mieliśmy też przypadek na Śląsku, że przyszedł człowiek z Gazety Polskiej, doskonale znany organizatorom. Głównie z tego, że zakłócał wydarzenia, które przygotowywali.

Podszedłem do niego, zaczęliśmy rozmawiać. Trochę później ktoś nalepił mu na plecach naklejkę, a on podszedł do mnie, żeby się poskarżyć, że go źle traktują. Zaapelowałem, żeby zachowywać się z szacunkiem dla wszystkich zebranych. Jeszcze nieco później przyszedł i oznajmił, że chciałby zadać pytanie. Obok nas stał człowiek z mikrofonem i stwierdził, że nie nie przekaże osobie reprezentującej prawicowe media. Tu stanowczo zaprotestowałem, bo przecież wszyscy mamy równe prawo głosu, a skoro walczymy o demokrację, to również o to żeby każdy, bez względu na to czy się nam podobają jego poglądy, miał prawo do wypowiedzi. Okazało się, że człowiek po otrzymaniu mikrofonu zadał bardzo ciekawe pytanie. Mianowicie, jak Konstytucja odnosi się do kwestii szczepień pod kątem religii wyznawanej przez świadków Jehowy. Pytanie ciekawe i absolutnie nienapastliwe wobec kogokolwiek. Rękawicę podjął tu Adam Bodnar. Odpowiedział wyczerpująco. Padło pytanie, padła odpowiedź i wszystko zakończyło się w pokoju.

To był doskonały przykład tego, że potrafimy ze sobą rozmawiać, a czasem wystarczy tylko odrobina dobrej woli każdej ze stron.

Politycy często dążą do tego, że zaczynamy myśleć tak, jak oni tego chcą. W jakiś sposób jesteśmy programowani i nieświadomie działamy zgodnie z politycznymi interesami i oczekiwaniami. Tymczasem też są obywatelami i jako obywatele powinni rozmawiać i słuchać tego co do nich mówimy

Czy przy TdK zaistniał efekt „kuli śniegowej”? Dołączają do ekipy kolejne osoby?

– Tak, cały czas i to jest wspaniałe, bo im nas więcej tym więcej możemy zdziałać.

Ideały są wspaniałe, ale proza życia potrafi je zmiażdżyć. Jak się finansuje Tour?

– Ze środków obywatelskich. W całości. To są pieniądze które mamy, to są pieniądze od obywateli. W części dostaliśmy też pieniądze z Funduszu Obywatelskiego im. Henryka Wujca. Przekazano nam je na międzynarodowy kongres, którego z powodu pandemii nie udało się nam przeprowadzić. Zaproponowałem wtedy zwrot, ale nakazano mi pozostawienie funduszy na inny cel. Kiedy przyszedł mi do głowy pomysł z Tour de Konstytucja, zapytałem czy całość lub część środków mogę przeznaczyć na Tour i dostałem zgodę.

Dzisiaj jesteśmy na tyle zabezpieczeni finansowo, że gotowi właściwie na całą tegoroczną edycję Tour de Konstytucja. Dzięki temu wsparciu mamy już wydrukowane 16 000 egzemplarzy Konstytucji.

Wizytówką Touru jest uśmiech, co często powtarzasz. I faktycznie, spotkania przebiegają w pogodnej atmosferze, o sprawach niezwykle ważnych i trudnych rozmawiamy lekko i przystępnie. Jak radzisz sobie w dniach, w których ten uśmiech trudno przywołać?

– Myślę, że z tego samego źródła co wszyscy niepoprawni idealiści i inni, pozytywnie zakręceni. Poza tym dla mnie ogromnie ważną postacią jest Pani Wanda Traczyk – Stawska i wszyscy Powstańcy Warszawy, którzy zajmują ogromnie ważne miejsca w moim sercu, mojej głowie, historii mojego miasta.

Z drugiej strony praca z ludźmi jest wymagająca, bo lubimy przenosić nasze emocje na innych. Gdybym był całkiem normalny, już pewnie dawno bym to zostawił, ale chyba jednak nie jestem. Ale też nie rozpamiętuję krzywd. Sytuacje niekomfortowe rozwiązuję natychmiast i zamykam sprawę. Koniec. Dotknąć mnie bardzo głęboko jest trudno. Owszem, jeżeli ktoś to zrobi, potrafię taką rzecz zapamiętać, ale to musi być naprawdę coś bardzo dotkliwego. Nad pozostałymi sprawami przechodzę do porządku dziennego i wielokrotnie już dało to dobre efekty, bo ludzie, którzy się kiedyś pogniewali, wracają i znów współpracujemy tworząc dobre projekty. Szczerze mówiąc w wielu sytuacjach w ogóle nie wiem o co się pogniewali, bo niektórzy mają czasem pomysły, żeby się pogniewać i nie wiadomo za co. Mówię o tym z uśmiechem, bo to bardzo ludzkie. Tacy jesteśmy.

Bardzo gruba skóra (nie mylić z obojętnością!) to również nieodzowny element naszej działalności.

Są też sytuacje, które dają mi siłę i wiarę. Moją pasją jest jazda motocyklem. W czasie jednej z wypraw w siodle Harleya, gdzieś na prerii w USA, słuchałem muzyki rdzennych mieszkańców. I nagle, przy tych dźwiękach, tak bardzo mocno związanych z naturą, z wolnością, z duchem ziemi, zza skały wybiegło stado dzikich mustangów. To było tak niezwykłe i tak przejmujące, że natychmiast łzy mi stanęły w oczach, potem popłynęły. Muzyka Indian, dzikie konie. Czuć było Ducha. Piękne doświadczenie. Niezwykłe. Doświadczenie poczucia bezkresnej wolności, którą głęboko w sobie noszę.

Jak Tour zmienił Twoje życie i czy w ogóle je zmienił?

– Tour mojego życia chyba nie zmienił … Pamiętaj, że jestem motocyklistą. Nie potrafię usiedzieć w miejscu. Ciągle się poruszam, lubię jak coś się dzieje, lubię spotkania z ludźmi.

W 2020, kiedy przyszedł covid i już wiedziałem, że mój plan corocznej wyprawy motocyklowej do Stanów pójdzie się wietrzyć, dokupiłem osprzęt do motocykla, czyli namiot, menażki itp. i ruszyłem w Polskę. Jechałem sam, będąc ciekawym ludzi. Byłem obserwatorem, ale i chętnie rozmawiałem. Miłe były chwile, w których prosiłem o zagotowanie wody, a proponowano mi posiłek i odpoczynek. I tak myślę, że gdyby nie pandemia, nigdy bym w taką trasę nie wyruszył. Oczywiście nigdy i to nie zastąpi USA, bo Polska jest mała, ciasna i co chwilę spotykam innych, a ja lubię jeździć sam.

Po zastanowieniu …Jest jedna, ogromna zmiana! Oddałem Tour de Konstytucja połowę swojego serca i czas, który normalnie spędzałem na motocyklu. Teraz zamiast na nim, pokonuję trasy w blaszanej puszce Tour Busa, którego zacząłem traktować jak członka rodziny. Słowem – widzę dużą szansę na wewnętrzny kompromis.

Czy wśród tych okrągłych 100 spotkań któreś zapadło Ci szczególnie w pamięć i serce?

– Oj … (śmiech) Dużo zapadło mi w pamięć i serce. W każdym oddaję serce, ale jeżeli mam dać przykład … Spotkanie na ścianie wschodniej. Spotkanie, na które pojechaliśmy wypełnionym Tour Busem i na które dojechała własnym transportem cała mocna ekipa sędziów i prokuratorów. Pierwotnie organizatorem miał być człowiek, któremu od razu zapowiedziałem, że nie może nim być. Uprzedziłem, że jeżeli on będzie organizował przystanek, to spotkanie się nie odbędzie, ze względu na bezpieczeństwo sędziów i prokuratorów i ze względu na ich dobre imię. Chodziło o to, że człowiek był karany, bez wdawania się w szczegóły. Zapewniono mnie, że organizator będzie człowiekiem o nieskalanej kartotece. Na miejscu, kiedy dojechaliśmy dbając o bezpieczeństwo zgromadzonych, więc zapraszając dużą liczbę policjantów, zacząłem szukać organizatora. I wtedy okazało się, że zostałem oszukany. Organizatorem byłą osoba, która wcześniej została poinformowana, że absolutnie nim być nie może. Okazało się też, w rozmowie z jednym z policjantów, że zgromadzenie, które miało się rozpocząć w chwili, w której cała ekipa będzie gotowa, jest otwarte już od godziny.

Ustaliliśmy z sędziami i prokuratorami, że w tej sytuacji spotkanie nie może się odbyć.

Bardzo trudny był moment, w którym musiałem wyjść do ludzi i powiedzieć, że spotkanie się nie odbędzie. To teren eren trudny dla demokratów.

I wtedy podeszłą do mnie pani. Patrzyła mi w oczy, w strugach deszczu i powiedziała : „błagam, tylko nie zapomnijcie o nas. Ja was proszę, tylko o nas nie zapomnijcie”. Patrzyłem jej w oczy i myślałem, że serce mi się rozerwie na strzępy. Zapewniłem ją, że przyjedziemy. Że będziemy pamiętać. Że będzie ładna pogoda i że spotkamy się na przystanku TdK. Pani powtórzyła jeszcze raz, dobitnie. – tylko o nas nie zapomnijcie.

To był moment, który mi pokazał, że Tour de Konstytucja daje nadzieję, której ludzie nie mają skąd wziąć. Oczywiście przyjechaliśmy tam ponownie. Tym razem w piękną, słoneczną pogodę. To było bardzo wzruszające wydarzenie.

Inne, które mi bardzo mocno zapadło w pamięć to przystanek w Szczecinie, gdzie była absolutnie rekordowa liczba uczestników. Na miejscu było około 500 osób.

Spotkanie przygotował głównie Kongres Kobiet.

Nieprawdopodobny był też Śląsk i grupa z KOD-u, która ogarnęła kilka miast. Był uśmiech, były łzy wzruszenia. Suwałki, w których dwóch chłopaków po 16 – 17 lat przyszło nam podziękować, że przyjechaliśmy, bo o nich nikt nie pamięta. To było niesamowite.

Tour de Konstytucja to nie tylko słowo o Konstytucji, to niesamowita jedność.

Kaszuby wspaniałe. Bytów, gdzie wypowiadali się przedstawiciele kilku narodowości. Białoruś, Niemcy, Ukraińcy, Żydzi.

Każde spotkanie było niezwykłe. Zamość, gdzie prowadząca myślałem, że zejdzie nam na serce ze stresu. Nie mogłem jej uspokoić! A wyszło pięknie!

Teraz się z tego śmiejemy, ale to pokazuje, że nawet kiedy te emocje są skrajne to są dobre. Pokazują, że zależy.

Regulamin TdK zakłada, że Przystanki nie mogą się odbywać w tych samych miejscowościach. Jednak do Dobczyc Tour Bus przyjechał dwukrotnie. Dlaczego?

– Korepetycje. Trzeba było udzielić korepetycji. Też miałem ten problem, ale trzeba pamiętać, że to właśnie Dobczyce zainicjowały falę zainteresowania mediów. Minister Czarnek zrobił nam super reklamę. Takiej się nie spodziewałem i chyba powinienem mu wysłać kwiaty w podzięce.

Musisz wiedzieć, że były różne pomysły na tę powtórkę. Proponowano demonstrację. Powiedziałem wtedy, że Tour Bus w demonstracji nie pojedzie, bo w duchu TdK ma być pozytywnie, a nie przeciwko czemuś czy komuś. Wyjaśniłem, że sama nasza obecność, fakt, że się tam pojawiliśmy ponownie już jest demonstracją. Że nie musimy się nawet odzywać, bo przekaz i tak jest bardzo jasny. Tak, że do Dobczyc pojechaliśmy z korepetycjami, bo ktoś nie przyswoił materiału.

Poruszająca była tam troska sędziów o całość projektu, to poczucie odpowiedzialności. Frekwencja była bardzo duża. Korepetycje wyszły świetnie.

Czego Ci życzyć w tej konstytucyjnej podróży?

– Prawdziwie i szczerze dobrych ludzi. Jak będą dobrzy ludzie, wszystko się uda. Mówię o takich prawdziwie dobrych ludziach, nie powierzchownie.

Robert w uścisku ze Zbigniewem Hołdysem.
Fot. Arkadiusz Ciupek

Spisała Marta Topińska
#flashredakcjaniepokorna

NR KONTA: NRB PARIBAS 50 1600 1462 1885 9412 6000 0001