Aktualności

Pogonimy PiS, ale nie odpoczniemy!

Kolejna już rozmowa z człowiekiem tworzącym KORD, tym razem z "ojcem" tego pomysłu. Społecznik wspierający Powstańców Warszawy oraz obywatelskie ruchy prodemokratyczne, od pięciu lat na ulicy (nie da go się nie zauważyć, bo jest głośny, ubrany w motocyklowe ciuchy i nadaktywny), pomysłodawca i koordynator KORD, fundator Fundacji „KORD”, Robert Hojda, kilka dni temu został członkiem Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

KORD to przede wszystkim Twoje „dziecko”. Jak oceniasz jego rozwój po 3 latach po jego powstania?

KORD to takie „dziecko”, któremu po okresie niemowlęcym odebrano dzieciństwo. Przyszło coś zupełnie niespodziewanego, nie tylko w życiu KORD, ale w życiu wszystkich Polaków. KORD nie zdążył się rozwinąć do końca. Przecież powinniśmy dalej uczyć się i zdobywać doświadczenia, a tymczasem przyszła pandemia. Ta sytuacja zmusiła KORD do natychmiastowej dorosłości z maksymalnymi niestety ograniczeniami! To „dziecko” znalazło teraz inny rodzaj życia. KORD nie miał na tyle dużo czasu, żeby przekonać innych jaką ma wartość… unikalną poniekąd.

Powołanie kolejnego ciała, które powstało na fali oporu wobec rządu PiS, nie było łatwe. Tym bardziej, że miało inną rolę do spełnienia…

Widziałem w oczach ludzi to niedowierzanie i brak zaufania dla KORD. Dlaczego? Bo nie chciałem kolejnego ciała doradczego czy grupy funkcyjnej. To nie miała być jakaś kolejna instytucja typu „Obywatele RP”, KOD czy OSK. Powtarzam i będę powtarzał: KORD to jest płaszczyzna porozumienia, „miejsce”, w którym czy dzięki któremu powinniśmy się spotkać, przekazać doświadczenia, porozumieć, rozwijać obywatelsko, wyznaczyć wspólne cele. Nadal uważam, że każdy powinien robić, to co robi najlepiej, w swój unikalny sposób. Ważne żebyśmy mieli wspólny cel. I to było przede wszystkim zasadą KORD. Oczywiście, niektórzy potrzebują znacznie więcej czasu, żeby przekonać się do takiej funkcji.

Funkcji łącznika?

KORD nie ma funkcji sprawczej, ale właśnie jest łącznikiem. Wiele osób myślało, że KORD będzie kolejną grupą, mieć jakąś sprawczą, moc jako odrębna instytucja, ale to nie było moim zamysłem. Niektórzy tak się identyfikowali z takim myśleniem, że chcieli siłą wymusić działania typowe dla grup. KORD nie był od tego nigdy, i nie będzie.

Przygotowane jeszcze na przełomie roku międzynarodowe spotkanie grup współpracujących z KORD miało dać możliwość szerszego spotkania i nawiązania kontaktów. Czy jak minie pandemia odbędzie się takie spotkanie?  

Z pewnością tak. Wiosenna edycja była w stu procentach przygotowana i miał pokazać, że jako ludzie polskiej opozycji możemy sięgnąć dalej, znacznie szerzej, międzynarodowo. Grupy zaproszone z Polski i zagranicy miały mieć możliwość właśnie takiego spotkania, by zobaczyć, że można coś razem robić także w przestrzeni międzynarodowej. Pokłosiem miała być wspólna praca już po spotkaniu. Dla mnie ważne jest, aby grupy współpracowały ze sobą między zjazdami. Dzięki zdobytym podczas zjazdu kontaktom, wiedzy, doświadczeniu czy zwykłej wymianie numerów telefonów mieliśmy pracować już poza KORD. Osobiście liczyłem, że to nasze międzynarodowe spotkanie pomoże innym doświadczyć, że KORD ma być platformą porozumienia, a nie grupą.

Czym KORD zajmuje się teraz? Cofam pytanie. Czym zajmują się ludzie współpracujący z KORD?

W tych covidowych realiach zarówno ja, jak i wiele osób, wspomagamy protesty Polek. Zawiesiliśmy niektóre projekty, szkolimy się, analizujemy sytuację. Jako osoby, które tworzyły KORD, odpowiadając na potrzeby chwili, musimy trochę podzielić naszą uwagę. Czekając na lepsze czasy, teraz trzeba skupić się na tym, co dzieje się w tej chwili. Jako założyciel, ale też inni członkowie funkcyjny KORD, angażujemy się w działania grup, które potrzebują wsparcia. Ja pomagam Ogólnopolskiemu Strajkowi Kobiet.

Zanim przejdziemy do tematu Twojej roli w Radzie Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, to takie narzucające się pytanie: wolisz współpracować z mężczyznami czy z kobietami? Zawodowo zarządzałeś wieloma zespołami ludzkimi, więc masz doświadczenie i swoje preferencje…

Bardzo lubię pracować z kobietami. Może narażę się swojej płci, ale uważam, że generalnie kobiety są mądrzejsze, inteligentniejsze od facetów. Ufam dziewczynom z OSK. Mam tak, że u mnie trzeba zapracować na zaufanie. Ja nie ufam od razu, nie daję na „dzień dobry” kredytu zaufania. Ale jak popracuję z jakąś osobą i przekonam się do niej, to wchodzę jak w ogień, i tak jest w tym wypadku. Oczywiście nie jestem bezkrytyczny; nawet dziś była sytuacja, że przekazałem swoje uwagi jednej z liderek OSK. To ważne, żeby mądrze krytykować, ale też być przygotowanym na krytykę. Tak postrzegam swoją rolę w Radzie Konsultacyjnej.

Jakie masz formalne zadania w Radzie?

Fajnie, że sam sobie rolę wybrałem; jestem w radzie osobą, która będzie zajmować się walką z faszyzmem. Ponadto Marta Lempart stwierdziła, że „jestem dobry” w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, i że tutaj także pomogę. Przydają się doświadczenia jako założyciela i członka Społecznego Komitetu Marsz Milczenia’44 (jeżeli chodzi o antyfaszyzm) oraz wymyślenie i stworzenie Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych (jeśli chodzi o społeczeństwo obywatelskie). (Więcej informacji o działaniach Rady w wywiadzie radiowym w stacji TOK FM).

Marsz Milczenia’44 zrodził się ze sprzeciwu na marsze nacjonalistyczne, prawda? Patrząc na Twoje działania, to nie jesteś zwolennikiem „pierwszosierpniowego, jarmarcznego patriotyzmu”.

Tak. Od wielu lat jestem zaangażowany w pomoc Powstańcom Warszawy. Codzienną, a nie tą pierwszosierpniową. Chłonę historię stolicy i uwielbiam wchodzić w relację z Powstańcami. Często słyszę od nich, ale i sam widzę, że odradza się faszyzm. Nie ma na to ani ich, ani mojej zgody!

Za chwilę odbędzie się Marsz Niepodległości, podczas którego od kilku lat rozbrzmiewają nacjonalistyczne hasła. Jak walczyć z faszyzmem?

Tego nie da się zatrzymać siłą. Konieczna jest edukacja młodych. Potrzebne są działania uświadamiające społeczeństwo, czym jest faszyzm. Dziś to nie czarne oficerki, paski z napisem SS czy trupia czaszka na czapce; to styl funkcjonowania, zarządzania. Chciałbym podkreślić jasno: uważam, że rząd Prawa i Sprawiedliwości to jest rząd faszystowski! Wg mnie wyczerpuje wszelkie przesłanki jaki obejmuje termin „faszyzm”. To nie jest nawet rząd komunistyczny, to jest rząd faszystowski! Będę to powtarzał, nawet jeżeli będę musiał za to pójść do więzienia, czy będę miał sprawę karną. Swoją drogą chciałbym bardzo, żeby pozwano mnie za te słowa, bo wtedy można by było przeanalizować publicznie, czym jest faszyzm i jak na naszych oczach rząd realizuje faszystowską politykę. Wtedy wiele osób zrozumiałoby, że faszyści od kilku lat są na polskich ulicach, w mediach i że rządzą Polską. To musi ludzi do ludzi dotrzeć, że ten rząd działa na zasadach faszystowskich.

Nie ma Twojej zgody na takie działania…

Nie w Polsce, nie w Warszawie, nie na ulicach polskich miast. Jestem gotów ponieść wszelkie konsekwencje mojego działania, żeby tylko przeciwstawiać się faszyzmowi.

A jak budować w tych trudnych czasach społeczeństwo obywatelskie, gdy wiele osób już straciło nadzieję i zapał?

- Na pewno trzeba trwać cały czas na posterunku! W żadnym wypadku nie wolno nam rezygnować i powiedzieć „Już zamykam sklepik! To wszystko! Żegnajcie!”. Uważam, że powinniśmy cały czas podsycać do ten żar, żeby z oddali było widać takie miejsce, do którego można przyjść. Ludzie musza wiedzieć, że ktoś tam po prostu czuwa - w mniejszym lub większym towarzystwie - wszystko jedno. Ważne, żeby ktoś przy tym ognisku był. Nigdy nie zapomnę tego, co mi powiedział Henio Wujec, współpracujący od początku z KORD. Zawsze z pietyzmem przygotowywał kawę czy herbatę i siadaliśmy do rozmowy. Tłumaczył mi wspominając czasy „Solidarności”, że oni też mieli taki okres, gdy przy ogniskach zostało już niewielu. Mówił, że czasami bywa bardzo trudno, że wydaje się, że już wszystko upadło, że nie ma nic, że jest beznadziejne, że to jest po prostu koniec. Jego zdaniem ważne, by gdzieś na horyzoncie widać było żarzące się ognisko. Jest teraz tak, że ktoś odpadł z powodu braku środków, sił, ochoty, zdrowia, że ten płomień mu po prostu zgasł. Ale musi być widać kolejną osobę na horyzoncie, która gdzieś dalej podtrzymuje ten ogień, by było do czego wracać. Ja też miałem chwilę zwątpienia, nawet powiedziałam, że KORD zamykamy, że już nie daję rady. Znalazły się osoby, właśnie w KORD, które powiedziały, że nie wolno odpuszczać i wysłały mnie na krótki urlop. Pomogło! Nie wstydzę się do tego przyznać, do tej chwili słabości. Dlatego warto otaczać się takimi ludźmi, którzy mogą Cię wesprzeć, ale też skrytykować i opieprzyć.

Zarządzałeś w firmach kilka razy dużymi zespołami ludzkimi. Wolisz różnorodność współpracowników czy ludzi, którzy tak samo myślą jak Ty?

- Jeżeli tworzą się grupy złożone z ludzi różnorodnych, to można się po prostu od siebie się uczyć. Nie jesteśmy wtedy nudni, monotematyczni. Czasem na jakiś pomysł kręcę nosem i myślę „ja bym to zrobił inaczej”, ale staram się pamiętać, że to czas współpracy ze wszystkimi konsekwencjami. I tak teraz działam. I tak jest w KORD. Jeżeli nie jest nam ze sobą po drodze, to trzeba się wycofać, nie przeszkadzać, pójść inną, swoją drogą, ale nie przeszkadzać. Najważniejsze, żeby nie podstawiać sobie nóg, wspierać się i jeszcze raz powiem: NIE PRZESZKADZAĆ.

Jak w wojsku: im więcej ćwiczeń, tym mniej marudzenia?

Ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać i reagują często żywiołowo, bezpardonowo, potrafią ranić jedni drugich. Potem występuje pożar i ruina wszystkiego, co jedna i druga strona zbudowała. Im więcej pracy weźmiemy na siebie, tym będziemy mieli mniej czasu na krytykanctwo.

Do tego wywiadu podchodziliśmy kilka razy. A to okazywało się, że malujesz ściany w siedzibie OSK na ul. Wiejskiej, a to jedziesz na protest na Placu Zamkowym, potem była akcja ozdabiania kwiatami Cmentarza Powstańców Warszawy na Woli, a to pojechałeś wymienić drzwi w siedzibie OSK, bo okazało się, że nie takie zamówiono. Autoryzację tekstu zrobiliśmy dopiero po akcji porządkowania nekropolii. Nie za dużo tego bierzesz na siebie?

Dużo dzieje się… A jak widzę, że ktoś potrzebuje pomocy, to zgłaszam swój akces. Pani Wanda Traczyk-Stawska dopinguje nas do opieki nad cmentarzem.

Nie możesz pewnych rzeczy odpuścić i poczekać, aż inni się zgłoszą?

Zawsze będę zachęcał do tego, że jeżeli widzicie, że gdzieś można w czymś pomóc, to trzeba to zrobić. I to mimo, że to jest „poza” waszą grupą, poza waszym środowiskiem, nie „pod” waszymi sztandarami. Trzeba to zrobić dla demokracji, dla Polski, dla obywatela. Po prostu trzeba się angażować, trzeba w to iść, nie dyskutować, roztrząsać, udzielać dobrych rad. Zadanie na teraz: przede wszystkim trzeba zmienić rząd, potem będzie czas na dyskusje.

I czas na odpoczynek?

Nie, jeszcze długo nie odpoczniemy.  

-

NR KONTA: NRB PARIBAS 50 1600 1462 1885 9412 6000 0001