Aktualności

Kinga Dagmara Siadlak. Wulkan energii i uśmiechu. Kobieta Orkiestra.

Wokalistka, prezes Stowarzyszenia Adwokackiego Defensor Iuris DI, sportsmenka, wiolonczelistka, matka dzieciom, towarzyszka buldożce, weganka, mecenas nie tylko w sądach, ale i na edukacyjnej trasie Tour de Konstytucja. Dziś opowie o tym jak wygląda podróż Tour Busem „od kuchni”.

​​Tour de Konstytucja – jak stałaś się częścią ekipy?

6 lutego dostałam SMS-a od Roberta Hojdy, który poprosił mnie – jako szefową Stowarzyszenia Adwokackiego Defensor Iuris o rozmowę na temat planów, jakie ma Fundacja Kongres Ruchów Obywatelskich na najbliższe miesiące. Było to dość enigmatyczne, nie wiedziałam, o co chodzi, ale się zgodziłam, chociaż wcześniej się nie znaliśmy. Robert wiedział, że ja miesiąc wcześniej była współorganizatorem wydarzenia „Morsowanie dla Praworządności”, a chwilę później „Sztafety dla Praworządności”, w które włączyła się ogromna liczba organizatorów, współorganizatorów i uczestników. 

W trakcie tej pierwszej rozmowy okazało się, że Robert ma pomysł na sztafetę konstytucyjną i chciałby, żeby włączyły się w nią organizacje prawnicze, jak Defensor Iuris, stowarzyszenia sędziowskie Iustitia i Themis, prokuratorskie Lex Super Omnia i inne ngo-sy (bo w pierwotnym założeniu Tour de Konstytucja miało być właśnie sztafetą). 

W trakcie kolejnych rozmów projekt uległ pewnym modyfikacjom, ale sama idea – dotarcia przede wszystkim do mniejszych miejscowości, realizacji projektu edukacyjnego opartego na panelach dyskusyjnych pozostała. Z założenia każda z organizacji prawniczych miała dać od siebie to, na czym najlepiej się zna i w jakiej przestrzeni najlepiej się porusza. I tak od słowa do słowa cała akcja zaczęła się rozkręcać. Mój proces decyzyjny o tym, że weźmiemy udział w Tour de Konstytucja, trwał jakieś pół sekundy. 

Jako osoba obserwująca z zewnątrz domyślam się, że za całą machiną TdK kryje się ogromny sztab zaangażowanych ludzi i pewnie nie zawsze bywa łatwo?

Zdecydowanie. Całą sztuka i moc polegają na tym, że kiedy coś nie wypali, trzeba się nauczyć na tym konkretnym błędzie, zastosować rozwiązanie, które w przyszłości już automatycznie będziemy stosować w podobnych sytuacjach. To pozwala nam unikać powielania błędów. My też uczyliśmy się tego wszystkiego na gorąco w trasie, odwiedzając kolejne miejscowości. Jestem przekonana, że nasze pierwsze spotkania różniły się od tych, które przeprowadzaliśmy pod koniec I edycji. Uczyliśmy się i cały czas uczymy jak docierać do ludzi, jakie treści trafiają do naszych odbiorców, jak najlepiej rozmawiać z uczestnikami spotkań. Ale również jak promować konkretne wydarzenia, co podpowiedzieć organizatorom lokalnych eventów, żeby przyciągnąć gości. Jak zgłosić zgromadzenie, żeby nie było nieporozumień i niedociągnięć. Zresztą, sama wiesz, że ilość elementów jest ogromna, bo sama organizowałaś jeden z przystanków. Podobnie jest z kwestiami pobocznymi, choćby scenariuszami wydarzeń. My staramy się, żeby były one spójne – a właściwie miały stałe elementy (jak chociażby odczytanie lub odtworzenie preambuły, czy zdjęcie pamiątkowe), ale każdy z organizatorów przygotowuje scenariusz sam, według własnego uznania, oczywiście z zachowaniem podstawowych zasad, o których jest oczywiście informowany. Na pewno nasze doświadczenia z pierwszej serii przystanków pomogą nam udoskonalić współpracę z lokalnymi organizatorami w czasie kolejnej odsłony Tour de Konstytucja, która ruszy już, mam nadzieję, w czerwcu 2022. 

Piosenka „Konstytucja”, którą śpiewasz z sędzią Rafałem Rudnickim, stała się hymnem konstytucyjnej podróży. Co było pierwsze?

Piosenka, ale wyprzedziła Tour dosłownie o włos. Pamiętam, że Rafał przysłał mi nagranie, na którym nagrał na telefonie swój pomysł na utwór. Zachwycona natychmiast powiedziałam, że bierzemy się za ten numer. Po kilku miesiącach Rafał przyjechał do mnie i nagraliśmy pierwszą wersję „Konstytucji” w 2 godziny. Mniej więcej w tym samym czasie rodził się Tour. Wpadłam na pomysł, żeby zaproponować ją Robertowi Hojdzie, jeszcze w wersji surowego demo (tylko ja wiem, ile nerwów mnie to kosztowało, bo wcale nie byłam pewna czy pomysł spotka się z entuzjazmem). Na szczęście Robert natychmiast się zgodził, więc nagraliśmy wersję końcową, zmontowaliśmy teledysk i w przestrzeń poszła wersja taka, jaką teraz można usłyszeć na Przystankach i na YouTubie. 

Czy spotkania z ludźmi w ramach TdK zmieniły coś w Twoim postrzeganiu sytuacji w kraju?

Zmieniły bardzo. Przede wszystkim mam nadzieję, że coraz lepiej wychodzi mi mówienie do osób, które nie są prawnikami. Staram się, żeby to, co mówię, nie było „bełkotem prawniczym”, ale jasnym przekazem z normalnym rozumieniem rzeczywistości. Nie ukrywam, że pierwszym moim doświadczeniem z tłumaczeniem zasad konstytucyjnych nie było samo Tour de Konstytucja, ale spotkania z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, a konkretnie wychowankami Warsztatów Terapii Zajęciowej przy Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koła w Słupsku. Zazwyczaj na takich spotkaniach rozmawiamy o  ubezwłasnowolnieniach i innych sprawach, które dotyczą bezpośrednio codzienności osób z niepełnosprawnością intelektualną. Pamiętam, że przyszłam na kolejne takie spotkanie i zapytałam, czy mamy rozmawiać o spadkach, unieważnianiu czynności prawnych czy innych kwestiach, które wydawały mi się potrzebne w ich życiu. Wychowawcy stwierdzili, że ich podopieczni chcą rozmawiać o… Konstytucji. Byłam przerażona. Nie miałam pojęcia jak mam kwestie (często bardzo skomplikowane od strony prawnej, które trudno jest zinterpretować nawet prawnikom) wytłumaczyć osobom z niepełnosprawnością intelektualną, czasem w stopniu znacznym. Byłam naprawdę sparaliżowana. Co prawda od lat biorę udział w Tygodniu Konstytucyjnymi, podczas tych lekcji rozmawiam z uczniami o Konstytucji, jednak tutaj musiałam kompletnie wyjść poza znane sobie ramy prawne. Musiałam przełożyć język prawniczy na język ludzi, którzy mieli pojąć istotę ustawy zasadniczej językiem serca. 

Zaczęliśmy rozmawiać. Wspólnie przekładaliśmy kolejne zapisy Konstytucji na ich rozumienie rzeczywistości. W efekcie zamiast zaplanowanego półtoragodzinnego spotkanie mieliśmy rozmowę, która trwała ponad dwie godziny. Skończyło się absolutnie cudowną konkluzją, że Konstytucja pomaga nam pojąć różnicę pomiędzy dobrem a złem. I moim wielkim wzruszeniem. 

Właśnie ci ludzie nauczyli mnie, że pewne rzeczy trzeba pojmować sercem i że w ten sposób dużo szybciej trafia się do odbiorców. Tylko wtedy zaczynamy treści zawarte w Konstytucji uważać za własne, a nie narzucone z zewnątrz. To było moje pierwsze, silne doświadczenie, które sprawiło, że zupełnie inaczej zaczęłam patrzeć na tę ustawę i jej zapisy. Przekułam je w to w jaki sposób rozmawiam z uczestnikami Tour de Konstytucja. Sercem, nie ramami prawnymi. 

Teraz na prostych przykładach omawiamy wolność, godność i ducha prawa. Czyli co chcemy osiągnąć w naszej codzienności, a co jest zawarte w naszej ustawie zasadniczej.

Przystanek Tour de Konstytucja w Ustce. Lato 2021
Fot. Arkadiusz Ciupek

Jesteś prawnikiem, więc na sytuację w Polsce patrzysz nie tylko z perspektywy obywatelki, ale i specjalistki. Czy to Ci ułatwia, czy utrudnia rozmowy z ludźmi na Przystankach? 

Muszę powiedzieć, że w rozumieniu takich kwestii jak czym jest Konstytucja, czy czym jest Sąd Najwyższy, dużo bliższe jest mi rozumienie takie, jakie mają obywatele niż stricte prawnicze. Bardzo dużo nauczyłam się tu też od ruchów obywatelskich, które zresztą uważam za absolutnie jeden z najważniejszych filarów demokracji. Szczególnie w obecnej sytuacji. Właśnie teraz na ich barkach organizacji pozarządowych legły obowiązki, które winno wypełniać państwo. Ngos’y częstokroć wyręczają Państwo w działaniu w różnych dziedzinach, którym owo “Państwo” zająć się powinno, ale nie zajmuje. Także… chapeau bas wszystkim organizacjom obywatelskim, zajmujących się obroną praworządności, demokracji, edukacją. 

Wracając do pytania. I ułatwia i utrudnia. Wiadome jest, że wiedza ekspercka ułatwia komunikację z różnymi instytucjami. Ale też powoduje utratę możliwości widzenia ogółu. To ważna lekcja dla mnie do odrobienia, żebym sama nie zapędzała się w kozi róg, analizując szczegóły i szczególiki. Bo wówczas osoba, z którą rozmawiam, ma sporą szansę pogubić się w potoku słów. I to jest zupełnie normalne, jeśli ja bym rozpoczęła dyskusję na poziomie eksperckim z kardiochirurgiem o operacji zastawki serca, zapewne po czterech zdaniach bym się już zgubiła. 

Wiedza fachowa bardzo pomaga, ale tylko wówczas, kiedy stosuje się ją z umiarem i myślą, że nie rozmawiam z prawnikiem. Muszę więc mówić nie wchodząc w szczegóły, które są nieistotne dla osoby niebędącej prawnikiem, a tylko gmatwają cały wątek i mój tok rozumowania, który staram się przekazać. 

TdK z założenia jest apolityczne. Edukacyjne i obywatelskie. Jednak to działania polityków sprawiły, że w naszym kraju upadł trójpodział władzy i demokracja. Nawet osoby na co dzień nieinteresujące się polityką, musiały zwrócić uwagę na to co się dzieje, bo polityka pcha się do nas drzwiami i oknami. Czy oddzielenie jej od treści Przystanków to proste zadanie?

Odpowiem bardzo krótko. Uważam, że tak. Mówienie o praworządności, o  tym, jaka interpretacja przepisu jest zgodna z duchem ustawy jest absolutnie oderwane od jakiejkolwiek polityki. Prawo nie jest wymierzone w żadne partie polityczne. Jest mi absolutnie wszystko jedno czy Konstytucję łamie PiS, PO, Konfederacja, Lewica, Polska 2050 czy jakakolwiek inna partia polityczna. Jeżeli łamane jest prawo, moim obowiązkiem, wynikającym zresztą z art. 1 ustawy o adwokaturze*, jest reagować. Podczas ślubowania adwokackiego **, zobowiązałam się do obrony praw i wolności obywatelskich. Działanie polityczne ukierunkowane jest na konkretny cel – zaszkodzenia, lub polepszenia sytuacji określonej frakcji. Natomiast Konstytucja i wszystko, co się z nią wiąże, w tym i oczywiście Tour de Konstytucja i prawo w ogóle, jest absolutnie apolityczne. Jest obywatelskie. Moje działanie w żadnym wypadku nie jest obliczone, żeby zaszkodzić Zjednoczonej Prawicy. Gdyby na ich miejscu znalazła się jakąkolwiek inna partia polityczna, stowarzyszenie czy inny podmiot spotkaliby się z identyczną reakcją. 

Dla odmiany teraz bardzo krótkie pytania. Czy przygotowujesz się do Przystanków? 

To zależy, jaki jest temat. Jeżeli jest taki, który rzadko się pojawia, muszę trochę poczytać. Nie znam Konstytucji na pamięć. Np. w czasie przystanku w Przywidzu rozmawialiśmy o ochronie środowiska i musiałam się pouczyć. Czasem są spotkania dotyczące kultury, edukacji, czy wolności słowa i wtedy także muszę się trochę przygotować. Fajnie jest móc przytoczyć jakiś ciekawy przykład, a nie tylko powoływać się na przepisy ustawy. Dlatego też uwielbiam symulacje rozpraw. 

Spotkania w ramach Tour de Konstytucja z zasady przebiegają w lekkiej i przyjaznej formie. Jak to wygląda z perspektywy Twojej – osoby, która jedzie do nieznanego miejsca, spotkać się z nieznanymi ludźmi, nie wiedząc co ją czeka? 

Nie mam z tym kompletnie żadnego problemu. Dość łatwo nawiązuję relacje, staram się skracać dystans. Tak się o wiele łatwiej pracuje. Przeświadczenie, że każdy, kto decyduje się na organizację Przystanku Tour de Konstytucja, jest nam życzliwy i podchodzi do nas z uśmiechem, fantastycznie przełamuje lody. To daje możliwość cudownej, owocnej i konstruktywnej współpracy. Z racji wykonywanego zawodu nie mam paraliżującej tremy przed wystąpieniami publicznymi. Zazwyczaj jest ona mobilizująca. Lubię te spotkania tak bardzo, że na każdy przystanek jadę z wielką radością i nie są one dla mnie stresujące. 

Najwyraźniejsze wspomnienia z konstytucyjnej podróży. Zechcesz się nimi podzielić? Sytuacje szczególnie trudne? Wzruszające? Zabawne? 

Zacznę od zabawnych. I zabawnych i stresujących, bo to było dwa w jednym. W czasie przystanku w Olsztynie, kiedy mieliśmy z Rafałem zaśpiewać „Konstytucję” na żywo, podkład wyłączył się nam w trakcie wykonywania utworu. Głośnik bluetooth akurat wtedy postanowił się rozłączyć z telefonem w połowie utworu. Dośpiewaliśmy a’capella, przy akompaniamencie oklasków publiczności. To było z jednej strony bardzo stresujące, z drugiej zabawne, a poza tym bardzo wzruszające, bo goście pomogli nam wybrnąć z tej niełatwej sytuacji. Publiczność szybko się zorientowała i natychmiast podjęła akcję ratunkową. 

Z kolei z sytuacji trudnych najbardziej utkwił mi w pamięci przystanek w Kaliszu Pomorskim. Na miejscu okazało się, że pomimo starań fantastycznych organizatorów, była mała frekwencja. Przyszła garstka, może pięć, sześć osób.  Miejsce było trochę nieszczęśliwe, bo pod Pałacem Ślubów, gdzie było niewielu przechodniów. 

Robert natychmiast podjął decyzję, żeby „pójść w miasto”. Ruszyliśmy naszym zespołem, z towarzyszeniem rozśpiewanej grupy muzycznej Feeria, z całymi stosami konstytucji. Trafiliśmy na bazarek. Mimo że sytuacja była bardzo stresująca, bo zależało nam na ściągnięciu ludzi, atmosfera była tak ciepła i sympatyczna, że ci ludzie, faktycznie przyszli na nasze spotkanie. Z kłopotliwej sytuacji udało się tu wykuć coś naprawdę wspaniałego. Do tego przecudowna Feeria, która szła i śpiewała (zresztą sama się do nich podłączyłam na jeden utwór). Na marginesie wspomnę, że mnie na tym spotkaniu w ogóle miało nie być. Jednak jadąc na zlot Defensorów, nadrobiłyśmy z dwiema adwokatkami z mojego stowarzyszenia 200 km, żeby „wpaść” na Tour. 

Z trudnych sytuacji pamiętam też taką, kiedy podeszłam do pana i wręczyłam mu Konstytucję. To było przy kościele, ów pan akurat wypakowywał jakieś rzeczy, chyba tam pracował. Odniósł się do mnie dosyć wrogo. Pamiętam, że zniosłam to zupełnie spokojnie i zaczęliśmy rozmawiać. Pan stwierdził, że jesteśmy tam niepotrzebni, bo oni świetnie Konstytucję znają i nie potrzebują edukacji w tym zakresie. Skwitowałam, że gratuluję, bo wykonując od wielu lat zawód adwokata, nadal nie mogę powiedzieć, że świetnie znam Konstytucję i że cały czas coś mnie w niej zaskakuje.

Podejmując dyskusję, Pan poprosił, żebym go „przetestowała” ze znajomości Konstytucji. Spytałam, czy kwestie ochrony środowiska są uregulowane w Konstytucji. On odparł, że nie, że takich rzeczy w ustawie zasadniczej nie ma. I tu niespodzianka… bo Konstytucja w kilku miejscach odnosi się do środowiska. Zaczęliśmy rozmawiać. Dyskutowaliśmy około 20 minut i w końcu wziął ode mnie Konstytucję. Takich osób, które są początkowo wrogo nastawione, ale potem, po rozmowie orientują się, że jest między nami nić porozumienia, jest więcej. 

Nie nagabujemy, nie naciskamy, staramy się rozmawiać z otwartością na poglądy drugiej strony i nagle okazuje się, że wszyscy mamy takie same potrzeby, chcemy tego samego, tylko różnymi drogami do tego dążymy. 

Po Przystankach prowadzicie relacje na żywo, podsumowujące ich przebieg. Często widać po Tobie i reszcie ekipy, ogromne zmęczenie. Co daje siłę, żeby kolejnego dnia znów wsiąść do Tour Busa, pokonywać kolejne dziesiątki, czy setki kilometrów i spędzać kolejne godziny na spotkaniach i rozmowach? 

Motorem jest, przede wszystkim to, że się tam absolutnie świetnie bawimy. W naszej zmiennej osobowo ekipie Tour Busa charakteryzuje nas dość zbliżone poczucie humoru. Poza tym kiedy jestem już bardzo, bardzo zmęczona, daję temu upust popadając w tzw „głupawkę”. Zaczynamy się wzajemnie nakręcać i wracamy uchichrani po pachy. To, co widać na transmisjach z powrotów, kiedy śmiejemy się i wygłupiamy, nie jest w żaden sposób reżyserowane. Zazwyczaj, kiedy wyłączamy transmisję robi się jeszcze weselej. Poza tym wszyscy bardzo lubimy obcować z ludźmi. Kiedy kolejne przystanki idą świetnie, kiedy dostajemy miłe upominki, kiedy jesteśmy przyjmowani sympatycznie, to są to bardzo miłe przeżycia i po prostu chce się to robić. Poza tym to są ważne cegiełki w budowaniu świadomości, kolejne kroki w ważnej drodze. Gdybyśmy wcześniej przypuszczali ile kilometrów zrobimy i ile godzin spędzimy na przystankach, zapewne każdy z nas złapały się za głowę i stwierdził, że nie ma na to czasu. Doskonale się zatem stało, że nie mieliśmy świadomości, w co się pakujemy. Czuję, że robimy coś ważnego i pozytywnego, a małe sukcesy, czyli kolejne udane Przystanki są silną motywacją, pomimo zmęczenia. 

Śpiewasz w zespole, grasz na wiolonczeli, biegasz Runmaggedony, prowadzisz WegePerspektywy, pracujesz zawodowo jako adwokatka. Jakim cudem mieścisz to wszystko w 24 godzinach i jeszcze masz czas na spotkania Tour de Konstytucja?

Chyba tylko dlatego, że czas wolny przeznaczam na robienie dodatkowych rzeczy. Moje dzieci i cała moja rodzina zaangażowane są w sprawy Tour de Konstytucja, w sprawy związane z zespołem “Punch of Law”, bo wszyscy jesteśmy muzykami. Także, jak widzisz, to co przypisywane jest mnie, niekoniecznie faktycznie robię ja, a przynajmniej nie sama. Dodam tylko, że działam też w samorządzie, bo jestem i w Naczelnej Radzie Adwokackiej, i w Okręgowej Izbie Adwokackiej. Czasem i mnie się pewne rzeczy nie udają. Raz do roku potrzebuję tygodnia na wyłączenie się i to mi ładuje baterie. 

Czego Ci można życzyć w tej uśmiechniętej, konstytucyjnej podróży? 

Entuzjazmu. Entuzjazmu ludzi, którzy przychodzą, którzy chcą się włączać. Tego, żebyśmy potrafili w lepszy, fajniejszy sposób dotrzeć do młodzieży. Chociaż ostatnio przeczytałam doskonały wpis. Wanda Motyl z Kongresu Kobiet napisała, że kiedy wybuchł stan wojenny, ona była młodą mamą w drugiej ciąży. Tę opowieść o własnym doświadczeniu przełożyła na dzisiejsze pretensje do młodzieży, że za mało się interesuje, za mało angażuje, że przecież ten świat budujemy dla nich. Wanda napisała, że kiedy zaczął się stan wojenny, ją również bardziej interesowały jej małe dzieci, życie, które zaczynała budować, a nie kwestie polityczne. I tak jest. Każdy z nas jest na innym etapie życia. To, co pozostaje moim nieustającym pragnieniem to to, abyśmy my obywatele przestali permanentnie narzekać. Zatem nie narzekajmy, że przyszło nas za mało, ale cieszmy, że ludzie przyszli i że być może powiedzą sąsiadom i rodzinie, że było świetnie i w kolejnym roku będzie nas na takim spotkaniu o wiele więcej. 

Ostatnio analizowałam historię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ich początki nie były łatwe. Dzisiaj widzimy ogromne, kolosalne, wspaniałe przedsięwzięcie, które zawdzięczamy wyłącznie uporowi, konsekwencji i pracy sztabu ludzi w tę inicjatywę zaangażowanych. Wierzę, że z Tour de Konstytucja będzie dokładnie tak samo, bo przecież każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się przecież od pierwszego kroku. 

FOT 2. Przystanek Tour de Konstytucja w Słupsku.
Fot. Arkadiusz Ciupek

Spisała Magda Topińska
#flashredakcjaniepokorna

*Art. 1. 1. Adwokatura powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa. 

** „Ślubuję uroczyście w swej pracy adwokata przyczyniać się ze wszystkich sił do ochrony praw i wolności obywatelskich oraz umacniania porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, obowiązki swe wypełniać gorliwie, sumiennie i zgodnie z przepisami prawa, zachować tajemnicę zawodową, a w postępowaniu swoim kierować się zasadami godności, uczciwości, słuszności i sprawiedliwości społecznej”.

NR KONTA: NRB PARIBAS 50 1600 1462 1885 9412 6000 0001